komunikacja w biznesieKomunikacja mailowa na linii zleceniodawca – wykonawca jest potrzebna. Nawet konieczna, bo nikt nie ma w głowie rejestratora, ani też nie nagrywa rozmów. Co jednym uchem wpadnie, drugim może wypaść, a co napisane, to napisane i w każdej chwili można do tego wrócić bądź się na to powołać, ale… No właśnie! Zawsze jest jakieś „ale”.

>>przekierowuj maila do umieszczeia loga na naszej stronie www.<<

 

To taki skromny przykład treści pewnego maila. I teraz co? Siadamy i zaczynamy przestawiać literki, w nadziei, że może jednak coś sensownego da się z tego ułożyć. Potem jeszcze tylko wystarczy zmienić szyk wyrazów, dodać prawidłową interpunkcję, dopisać brakujące słowa i… NIE!!! A nawet po trzykroć NIE! Przecież nikt nam tu nie płaci za rozwiązywanie szarad i rebusów! Dzwonimy więc do nadawcy i pytamy „co autor miał na myśli”. Autor wyjaśnia, po czym wyraża zdziwienie, bo przecież WSZYSTKO napisał w mailu. Ech…

 

Narodzie! Czy umiejętność poprawnego formułowania myśli za pomocą umownych znaków graficznych (w skrócie: pisania) zanikła już bezpowrotnie? Nikt nie mówi, że każdy ma być od razu copywriterem (choć niestety znaczna grupa społeczna przypisuje sobie takie umiejętności). Jakaś odrobina estetyki słowa pisanego powinna jednak obowiązywać. Tymczasem rzeczą wręcz nagminną są błędy ortograficzne, poharatana interpunkcja (co często wywraca treść przekazu do góry nogami) oraz cała masa literówek. A jak jeszcze dorzucimy do tego skróty myślowe, to już w efekcie dostajemy prawdziwe puzzle i to na poziomie MASTER.

 

OK, OK! Czasem jakiś błąd można popełnić, bo nikt nie jest profesorem Miodkiem, a pisanie maili ze słownikiem ortograficznym na kolanach jest dość kłopotliwe. Jednakże trzaskanie po kilka literówek w zdaniu to już najzwyklejszy brak szacunku dla odbiorcy wiadomości. To tak, jakby rozmawiać przez telefon i jednocześnie wiercić dziury w betonie, mając w „głębokim poważaniu” czy odbiorca coś wychwyci, czy też nie.

 

Podobny brak estetyki daje się też często zauważyć w nadsyłanych do nas materiałach, czyli w załącznikach do maila. Bardzo często są to rzeczy nieuporządkowane, nieopisane lub opisane niedbale, przemieszane, wyświechtane, poobgryzane i czasem nawet lepkie. Te trzy ostatnie określenia są może trochę przesadzone, ale świetnie oddają klimat. I potem co? Potem nasza załoga siada razem do tej sterty usypanej z jednego wora i segreguje, porządkuje, czyści, składa… telefonuje „co, z czym, do czego, jak?”, a czas sobie płynie. A przecież czas to pieniądz! A przecież projekt trzeba oddać na czas, prawda? Bo klient będzie się denerwować, bo będą mnożyć się nieporozumienia… A tymczasem nasza załoga siedzi jak ten świstak i zawija w te sreberka…

 

Narodzie! Miejmy do siebie odrobinę więcej szacunku i zrozumienia!

 

Z poważaniem

załoga R5 Studio 😉

* Cytat z filmu Chłopaki nie płaczą.